- Nie, od czasu, kiedy na jakimś przyjęciu wypiłem bez niczyjej pomocy galon whisky...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Kiedy tylko dotrzemy tam, gdzie majÄ… w miarÄ™ rozwiniÄ™ty przemysÅ‚ – dodaÅ‚ po chwili – bÄ™dziemy musieli sprawić sobie trochÄ™ odtylcowych...
- Kiedy robisz to…82… IDE robi to83Skąd się biorą programy84IDE pomaga Ci kodować86Kiedy zmieniasz coś w IDE, zmieniasz...
- Szli w zupełnej ciszy, w milczeniu pokonywali zalaną martwym światłem drogę, a kiedy po forsownym marszu doszli do Hali Pisanej, zatrzymali się bez...
- Kiedy Canan przejął zarządzanie codziennymi operacjami magazynu, Lovejoy jeszcze bardziej skupił swą uwagą na rekrutacji, sprowadzając ostatecznie jeszcze...
- Ed siedział właśnie przy biurku w rogu swojego salonu sprzedaży żując pierwsze tego dnia cygaro, kiedy zobaczył dwóch mężczyzn w roboczych koszulach i...
- «Dlaczego wiÄ™c oÅ›miela siÄ™ podejść do kapÅ‚ana za pierwszym razem, kiedy jest caÅ‚kiem nieczysty, a za drugim razem – zbliżyć siÄ™ nawet do...
- nizujących poglądach na temat oczyszczenia i poznania prawdy? Istotnie, kiedy czytamy o tym, co według Pseudo- Dionizego znaczy oczyszczenie napotykamy w...
- Nie masz te¿,nie masz ¿adnego w tym cudu,Kiedy raz na dno,pod ob³oki drugiLataj¹c,musi nadweredziæ fugi;Wpadszy w najg³êbsze na ostatek...
- Dokładnie w tym samym momencie pociąg silnie zarzucił i Harry rozpaczliwie jął wymachiwać rękoma, kiedy potworna ziejąca w dole czerń ruszyła mu na spotkanie...
- — Chce pan powiedzieć, że rurÄ™ zaÅ‚ożono, kiedy nie byÅ‚o jeszcze krateru ani tego wÄ…wozu? — spytaÅ‚em...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W porządku - zdecydował Cody. - Informuję pana, że dzięki cudom współczesnej medycyny, a także własnej twardej głowie, jest pan właściwie zdrów. A teraz, o czym chciał pan ze mną porozmawiać? Zdaje się, że o Tibbitsie i tym małym McDougallu. Mogę panu tylko powtórzyć to, co już powiedziałem Parkinsowi Gillespie. Po pierwsze, cieszę się, że to nie trafiło do prasy, bo w takim małym miasteczku wystarczy w zupełności jeden skandal na sto lat. Po drugie, nie mam najmniejszego pojęcia, kto mógłby zdobyć się na takie szaleństwo. Z pewnością nie był to nikt z okolicy. Owszem, mamy tu trochę najróżniejszych szajbusów, ale... - Przerwał, widząc malujące się na ich twarzach zdumienie. - Co, o niczym nie wiecie?
- To znaczy o czym? - zapytał Ben.
- To jakby coś z powieści Mary Shelley. Ostatniej nocy ktoś wykradł dwa ciała z kostnicy w Portland.
- Jezus, Maria...- wyszeptała zmartwiałymi wargami Susan.
- O co chodzi? - zainteresował się Cody. - Wiecie coś na ten temat?
- Zaczynam podejrzewać, że chyba tak - odparł Ben.
4
Kiedy skończyli swoją opowieść, było dokładnie dziesięć po dwunastej. Obiad przyniesiony przez pielęgniarkę stał nie tknięty przy łóżku Bena.
W pokoju panowało milczenie, zakłócane jedynie brzękiem sztućców i naczyń dochodzącym przez uchylone drzwi.
- Wampiry - odezwał się wreszcie Jimmy Cody. - I do tego nie kto inny, jak właśnie Matt Burke. Muszę przyznać, że niełatwo zbyć to jednym uśmiechem.
Ben i Susan milczeli.
- Chcecie, żebym zarządził ekshumację Danny'ego Glicka - powtórzył z zastanowieniem. Wydobył z lekarskiej torby niewielką buteleczkę i rzucił Benowi, który złapał ją bez większego trudu. - Aspiryna - wyjaśnił. - Brał pan ją kiedyś?
- I to nieraz.
- Mój ojciec zawsze powtarzał, że to najlepszy współpracownik każdego dobrego lekarza. Wie pan, na jakiej zasadzie działa?
- Nie - przyznał Ben, obracając fiolkę w dłoniach. Nie znał Cody'ego wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, czego się po nim spodziewać, ale był pewien, że niewielu pacjentów widziało go aż tak zamyślonego. Starał się nie zrobić nic, co mogłoby wytrącić młodego lekarza z tego nastroju.
- Ani ja. Ani nikt inny. Wiemy tylko, że pomaga przy bólach głowy, reumatyzmie i artretyzmie. Nawiasem mówiąc, nie wiemy także, skąd właściwie biorą się te dolegliwości. Dlaczego boli głowa? Przecież w mózgu nie ma żadnych nerwów czuciowych. Skład chemiczny aspiryny jest bardzo zbliżony do LSD, ale dlaczego jeden z tych specyfików usuwa ból głowy, a drugi zapełnia ją kwiatami?
Nie wiemy między innymi dlatego, że w gruncie rzeczy nie mamy najmniejszego pojęcia, czym jest mózg. Nawet najlepiej wykształcony lekarz na świecie w rzeczywistości stoi na maleńkiej wysepce pośrodku oceanu ignorancji. Klekoczemy magicznymi kołatkami, zarzynamy kurczaki na rozstajach dróg i odczytujemy przesłanie zawarte w ich wnętrznościach. Zadziwiające, jak długo już to nam się udaje. Biała magia. Gdyby usłyszeli mnie moi profesorowie, z pewnością powyrywaliby sobie resztki włosów, tak jak już to próbowali robić, kiedy oznajmiłem im, że postanowiłem podjąć pracę w zapadłym zakątku stanu Maine. - Uśmiechnął się. - Gdyby dowiedzieli się, że mam zamiar zarządzić tę ekshumację, prawdopodobnie zaczęliby tarzać się po ziemi w konwulsjach.
- Więc zrobi pan to? - zapytała z zaskoczeniem Susan.
- A co to może zaszkodzić? Jeśli nie żyje, to nie żyje i już, a jeśli nie, to będę miał z czym pojechać na przyszłoroczny zjazd Stowarzyszenia Lekarzy Amerykańskich. Koronerowi powiem, że chcę znaleźć dowody świadczące o przebytym zapaleniu mózgu. To jedyne w miarę sensowne uzasadnienie, jakie przychodzi mi na myśl.
- A czy tak nie mogło być w istocie? - zapytała z nadzieją.
- Diabelnie mało prawdopodobne.
- Kiedy mógłby pan to zorganizować?
- Najwcześniej jutro, a jeśli będą jakieś kłopoty, to we wtorek lub środę.
- Jak on będzie wyglądał? To znaczy...
- Wiem, co ma pan na myśli. Ciało chyba nie było zabalsamowane, prawda?
- Nie.
- A od zgonu minął tydzień?
- Tak.
- Cóż, kiedy trumna zostanie otwarta, wydobędzie się z niej spora ilość gazów, a wraz z nimi niezbyt przyjemny zapach. Ciało będzie wzdęte, a włosy i paznokcie znacznie dłuższe niż przed pogrzebem. Gałki oczne powinny już niemal na pewno się zapaść.
Susan usiłowała zachować obojętny wyraz twarzy, ale nie bardzo jej się to udawało. Ben nagle odczuł ogromną ulgę, że nie zjadł obiadu.
- W wyglądzie zwłok nie powinny zajść żadne daleko idące zmiany - kontynuował Cody tonem wykładowcy - lecz odpowiednia ilość wilgoci mogła spowodować pojawienie się na policzkach i dłoniach zielonkawej substancji podobnej do mchu zwanej... - Przerwał. - Przepraszam. Zdaje się, że macie już dosyć.
- To nie najgorsze, co można zobaczyć - powiedział Ben, starając się, żeby jego głos brzmiał możliwie obojętnie. - Co pan zrobi, jeśli nie dostrzeże pan żadnych z tych objawów, a ciało będzie równie świeże jak w dniu pogrzebu? Co wtedy, przebije mu pan serce kołkiem?
- Nie przypuszczam - odparł Cody. - Przede wszystkim dlatego, że będzie przy tym na pewno obecny koroner albo jego zastępca. Nie wydaje mi się, żeby uznali za całkowicie naturalne, że wyjmuję z torby osinowy kołek i wbijam go w zwłoki dziecka.
- W takim razie, co by pan zrobił?
- Przede wszystkim, mimo całego szacunku, jaki żywię do Matta Burke'a, nie sądzę, żeby coś takiego się stało. Gdyby jednak, to ciało zostałoby zabrane w celu przeprowadzenia szczegółowych badań. Postarałbym się, żeby przeciągnęły się do zachodu słońca, a potem obserwowałbym rozwój wypadków.
- A gdyby wtedy ożył?
- Podobnie jak pan, nie potrafię sobie tego wyobrazić.