– Otóż to...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- EXT REF1 SELECT lub 1106 EXT REF2 SELECT – na COMM, COMM+AI1 lub COMM*AI1...
- choćbyś i mnie miał waszmość tak pochlastać, zawszeć winszuję, winszuję! – Et, dalibyście sobie waszmościowie pokój; bo w rzeczy nie macie się...
- znalazł i któż zaręczy, czy ją znajdzie? – Prawda jest! Ale gdy Bóg go przez nasze ręce od Bohuna uwolnił i przez tyle niebezpieczeństw, przez...
- Po prawej, najbliżej ściany hangaru, stały bok w bok nowiutkie Gromy i Błyskawice – nieco mniejsze wozy bojowe przystosowane do przewozu piechoty...
- «Dlaczego więc ośmiela się podejść do kapłana za pierwszym razem, kiedy jest całkiem nieczysty, a za drugim razem – zbliżyć się nawet do...
- Polecenie traceroute zwykle jest wykorzystywane w ten sposób, jak polecenie ping – jako parametr należy podać nazwę hosta docelowego...
- Krzysztof przetarł palcami oczy i powtórzył bezdźwięcznym głosem: – Precz, precz, zabierzcie stąd tego człowieka...
- • skrzynia biegów, długa – ponieważ jest wiele szybkich partii (łuki, czasami proste), na których to właśnie dużą prędkością można sporo...
- Czemu więc płakała? Obawiał się jednak, Ŝe jeśli będzie próbował nalegać, tylko - Nie musi mi pani od razu odpowiadać –uspokoił ją...
- – Zabierzesz stąd te akta, zrobisz gdzieś kopie, roześlesz część do przyjaciół i znajomych rozrzuconych możliwie po całych Stanach, a resztę ukryjesz,...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Jestem pewien, że wasz oddział zdobędzie dla mnie Pasule, jeśli dowie się, że w razie odmowy jego dowódcy zginą.
* * *
– Spokojnie, spokojnie – powiedziała Kosutic, uciszając wszystkich machnięciem ręki. – Tylko bez nerwów.
– Powinniśmy ich natychmiast odbić – stwierdził Jasco. – Wiem, że nie takie dostaliśmy rozkazy, ale rozkazy wydane pod przymusem są nieważne.
– Oczywiście, sir – zgodziła się sierżant. – Proszę to powiedzieć kapitanowi.
– No...
Rozmowa toczyła się na trzecim piętrze, w „kwaterach oficerskich”. Jasnożółty pokój, w którym książę przygotowywał się do kolacji, zajęła teraz tymczasowa grupa dowodzenia.
– Poruczniku – powiedział Julian, stukając w klawisze pada – na zewnątrz tego budynku znajduje się ponad batalion szumowiniaków. Musielibyśmy wywalczyć sobie drogę na zewnątrz i do sali tronowej.
– Kapitan ma rację, poruczniku Jasco – powiedziała starszy sierżant. – Zaczekamy na właściwy moment, a póki co, będziemy robić, co nam każą. Musimy zaczekać, aż przewaga będzie po naszej stronie, bo na razie jej nie mamy. Mamy czas.
– Tak nie można! – zawołał zrozpaczony oficer. – Powinniśmy w tej chwili zdobywać salę tronową! Przecież to członek rodziny cesarskiej!
– Nie da się ukryć – powiedziała spokojnie Kosutic. – Oczywiście. I to niebezpieczny jak cholera.
* * *
Roger wysłuchał spokojnie krwiożerczego dowódcy gwardii, opowiadającego, co się stanie człowiekowi, który nie posłucha rozkazu. Ciężko opancerzony Mardukanin mówił to z bezpiecznej odległości, a kiedy skończył, książę obnażył zęby w uśmiechu.
– Jesteś następny – powiedział miłym głosem.
Kapitan spojrzał na niego złowrogo, ale pierwszy opuścił wzrok i wyszedł, zamykając za sobą drzwi.
Roger odwrócił się i rozejrzał. Pomieszczenie było duże i przewiewne dzięki kilku oknom wychodzącym na tyły pałacu. Na odległym murze roili się gwardziści z pochodniami, wypatrujący jakichkolwiek prób ucieczki.
Podłoga zasłana była, jak wszędzie, poduszkami, rozrzuconymi między kilkoma niskimi stolikami, w kącie stały też nocniki. Biorąc pod uwagę okoliczności, było to dość przyjemne miejsce.
– Musimy się stąd wydostać – mruknął książę.
– Jak pan proponuje to zrobić? – spytał Pahner, oddając Despreaux pożyczony hełm.
W przeciwieństwie do Rogera, kapitan był uosobieniem spokoju i opanowania.
– Mam ochotę wziąć karabin i co godzinę zabijać jednego strażnika, aż nas wypuszczą albo nauczą się nie pokazywać nam na oczy – warknął książę, patrząc z wściekłością na gwardzistów na murze.
– Skłaniając ich tym samym do odwetu – powiedział spokojnie Pahner. – Dopóki nie jesteśmy w ogniu walki, nie musimy rozstrzygać starcia. Na razie powinniśmy manewrować, by zyskać przestrzeń i warunki do ataku. Przemoc na tym etapie jedynie ograniczy naszą przestrzeń manewru zamiast ją powiększyć.
– Ma pan plan? – spytała O’Casey. – Mówi pan, jakby miał.
– Nie jako taki – powiedział kapitan, wyglądając przez okno.
Mniejszy księżyc, Sharma, właśnie wschodził. Jego blask w ciemnościach na zewnątrz dawał się bardziej wyczuć niż zobaczyć.
– Z drugiej strony wiele razy przekonywałem się, że poczekanie na pierwszy ruch przeciwnika odsłania słaby punkt jego planów.
ROZDZIAŁ CZTERDZIESTY ÓSMY
Kostas Matsugae patrzył na szereg zgarbionych postaci, dźwigających worki jęczmyżu. Nie licząc rodzin poganiaczy były to pierwsze kobiety, jakie kompania widziała od opuszczenia Q’Nkok. Najwyraźniej wyznaczono je do tego zadania, ponieważ nie stanowiły zagrożenia i były o wiele mniej inteligentne. A także chude jak szczapy.
Służący pokiwał głową i rozejrzał się, kiedy wniesiono ostatni worek ziarna. Teren, gdzie znoszono zapasy żywności, pozostawał niewidoczny dla mardukańskich strażników, stojących pod kwaterami gościnnymi. Matsugae pospiesznie otworzył garnek i pomachał do Mardukanek.
– To gulasz z jęczmyżem. – Pokazał stosik niewielkich misek. – Możecie wziąć po jednej. Proszę, po jednej.
Kiedy wdzięczne Mardukanki wyszły, Matsugae podniósł wzrok i ujrzał Juliana, patrzącego na niego z drzwi. Pomieszczenie przy wejściu było formalnie strażnicą, ponieważ jednak w budynku i tak nie było niczego poza strażnikami, przerobiono je na magazyn.
– Nie podoba się panu moja dobroczynność, panie plutonowy? – Służący podniósł jeden z worków i ruszył do wyjścia. Musiał zająć się robieniem kolacji.
– Nie. – Marine z łatwością wyłuskał dwudziestokilowy worek z rąk Matsugae i zarzucił sobie na ramię. – W tym mieście dobroczynność to towar deficytowy. Nie mam nic przeciwko – zmianie takiego stanu rzeczy.
– To najobrzydliwsze miasto, jakie miałem nieprzyjemność odwiedzić – powiedział służący. Potrząsnął głową i skrzywił się. – Aż trudno w to uwierzyć.
Julian uśmiechnął się ponuro.
– Przyznaję, jest paskudne. Ale to nie najgorsze miejsce w galaktyce. Czytał pan kiedyś cokolwiek o „światach odzyskanych” Świętych?
– Niezbyt wiele – przyznał służący. – Słyszałem o nich, ale nie za dużo. Z drugiej strony uważam, że ogólny koncept tego, co głoszą Święci, nie jest zupełnie niesprawiedliwy. Wiele planet naprawdę zostało zniszczonych przez nadgorliwy terraforming i niekontrolowane wydobycie. Oczywiście nie jestem ich sympatykiem – dodał pospiesznie.
– Nie podejrzewałem pana o to. Nie przeszedłby pan testów lojalności, a przynajmniej mam nadzieję, że by pan nie przeszedł. Ale czytał pan kiedykolwiek raporty na temat „światów odzyskanych”?
– Nie – odparł Matsugae.