– Nie potrzeba lepszej...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- EXT REF1 SELECT lub 1106 EXT REF2 SELECT – na COMM, COMM+AI1 lub COMM*AI1...
- choćbyś i mnie miał waszmość tak pochlastać, zawszeć winszuję, winszuję! – Et, dalibyście sobie waszmościowie pokój; bo w rzeczy nie macie się...
- znalazł i któż zaręczy, czy ją znajdzie? – Prawda jest! Ale gdy Bóg go przez nasze ręce od Bohuna uwolnił i przez tyle niebezpieczeństw, przez...
- Po prawej, najbliżej ściany hangaru, stały bok w bok nowiutkie Gromy i Błyskawice – nieco mniejsze wozy bojowe przystosowane do przewozu piechoty...
- «Dlaczego więc ośmiela się podejść do kapłana za pierwszym razem, kiedy jest całkiem nieczysty, a za drugim razem – zbliżyć się nawet do...
- Polecenie traceroute zwykle jest wykorzystywane w ten sposób, jak polecenie ping – jako parametr należy podać nazwę hosta docelowego...
- Krzysztof przetarł palcami oczy i powtórzył bezdźwięcznym głosem: – Precz, precz, zabierzcie stąd tego człowieka...
- • skrzynia biegów, długa – ponieważ jest wiele szybkich partii (łuki, czasami proste), na których to właśnie dużą prędkością można sporo...
- Czemu więc płakała? Obawiał się jednak, Ŝe jeśli będzie próbował nalegać, tylko - Nie musi mi pani od razu odpowiadać –uspokoił ją...
- – Zabierzesz stąd te akta, zrobisz gdzieś kopie, roześlesz część do przyjaciół i znajomych rozrzuconych możliwie po całych Stanach, a resztę ukryjesz,...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Już ja mu urządzę życie! Wie pani, wstąpmy najpierw do cukierni,
muszę kupić czekolady...
– Nie miałaś pani na kolację!... – zawołała mimo woli Janka.
– Ha! ha! toś pani jeszcze naiwna... ha! ha! Widziałaś pani tego, co mi bukiety przysyła, i
myślisz, że jestem bez grosza! ha! ha! Gdzieżeś się pani taka uchowała? to wprost pyszne!...
I znowu śmiała się jak wariatka, aż się przechodnie na ulicy oglądali za nimi; zmieniła na-
gle ton mowy i zapytała ciekawie:
– Masz pani kogo?...
– Mam... sztukę – odpowiedziała Janka poważnie, nie obrażona nawet zapytaniem, bo
wiedziała, że to są rzeczy dość zwykłe w teatrze.
– Jesteś pani albo bardzo ambitną, albo bardzo mądrą... nie znałam pani... – rzekła Maj-
kowska i zaczęła przysłuchiwać się jej uważniej.
– Ambitną, być może! bo mam tylko jeden cel w teatrze: sztukę.
– Nie grajże pani ze mną farsy! ha! ha! Sztuka: cel życia, to motyw do pysznego kupletu,
choć stary kawał.
– Jak dla kogo...
Majkowska zamilkła; zaczęła nad czymś rozmyślać chmurnie, bo przeczuwała w niej ry-
walkę, i do tego groźną przez swoją inteligencję.
– Ledwiem dogonił panie! – zawołał ktoś za nimi.
– Mecenas tutaj?... nie na służbie?... – szepnęła złośliwie Majkowska, bo zawsze chodził z
dyrektorową.
– Chcę zmienić panią... właśnie szukam miejsca.
– U mnie ciężkie obowiązki.
– O, to dziękuję!... jestem już za stary... Znam kogoś, co by był względniejszy na moje lata.
I skłonił się z wyszukaną grzecznością przed Janka.
– Idzie mecenas z nami?
– Owszem, ale panie pozwolą, że ja poprowadzę.
– Zawsze zgoda.
– Proponuję śniadanie w „Wersalu”.
– Ja muszę wrócić – rzekła Janka – przecież nie skończyli jeszcze czytania sztuki.
– Skończą i bez pani. Chodźmy.
Szli wolno, bo deszcz ustał zupełnie i lipcowe słońce osuszało błoto ulic.
Mecenas się szastał, zaglądał w oczy Jance i uśmiechał się znacząco; kłaniał się znajomym
i wobec młodych przechodniów przybierał minę zwycięzcy.
W „Wersalu” było pusto. Rozsiedli się przy balustradzie i mecenas zarządził dosyć wy-
kwintne śniadanie.
Janka żenowała się trochę z początku, ale widząc, że Majkowska zachowuje się z taką
swobodą, jak zawsze, odzyskała humor i nie zwracała uwagi na garsonów ani na spoglądają-
cych z uśmiechem przechodniów.
Mecenas usługiwał tylko Jance, nie odstępował jej ani na krok i sypał komplementami, z
których się Majkowska śmiała głośno. Jankę trochę to dziwiło, ale później tak się jej te zabie-
gi wydały komiczne, że śmiała się serdecznie razem z Melą.
118
Śniadanie było doskonałe, wina wyborne i słońce tak wesoło przyświecało, że czuła, iż
przenika ją jakieś ciepło denerwujące i że to tak dobrze siedzieć bez troski i bez myśli żadnej,
i bawić się, ale swoją drogą przypomniała próbę.
– Niech czekają! Cóż to, ja się będę do nich dopasowywać!
Majkowska bywała często despotyczną z kaprysu, a wtedy trzęsła teatrem i zmuszała, żeby
wystawiano takie sztuki, w których by mogła się popisywać. Cabiński ulegał, bo musiał i bał
się, żeby w środku sezonu nie rozbiła mu towarzystwa swoim wystąpieniem z niego z Topol-
skim.
Już było po trzeciej, gdy wróciły do teatru. Próba z dzisiejszego przedstawienia była w
pełni.
Cabiński chciał im coś grymasić, ale Majkowska spojrzała na niego takim miażdżącym
wzrokiem, że się tylko skrzywił i odszedł.
Matka przybiegła do niej z jakimś listem. Majkowska przeczytała, nakreśliła zaraz kilka
słów odpowiedzi i oddała starej.
– Niech matka to odniesie, tylko zaraz.
– Mela, a jak go nie będzie?... – zapytała stara
– Niech matka poczeka, a oddać samemu... Ma tu matka na to...
I prztyknąwszy się w krtań po pijacku, dała jej czterdziestówkę.
Zielonkowate oczy starej rozbłysły wdzięcznością, pocałowała córkę w rękę i pobiegła.
Janka szukała Głogowskiego, ale już go nie było, więc poszła do krzeseł do mecenasa, któ-
ry z powrotem przyszedł z nimi, bo się jej przypomniało owo wróżenie kiedyś z ręki.
– Panie mecenasie... jest mi pan coś dłużnym... – zaczęła siadając obok niego.
– Ja?... ja?... dalibóg, nie przypominam sobie... czybym...
– Obiecał mi mecenas powiedzieć to, co pan zobaczył wtedy na mojej ręce...
– Pamiętam, ale muszę jeszcze raz zobaczyć...
– Ale nie tutaj. Chodźmy już lepiej do garderoby, to nikt przynajmniej uwagi nie zwróci...
Poszli do garderoby chórzystek. Mecenas oglądał obie jej ręce szczegółowo i dosyć długo,
a w końcu rzekł nieco zaambarasowany:
– Słowo honoru daję, że po raz pierwszy widzę takie dziwne ręce... Nie wiem doprawdy,
czy...
– Ale proszę powiedzieć wszystko i absolutnie nic nie ukrywać. Widzi mecenas, choćby
się śmiano ze mnie, ale powiem, że prawie wierzę w takie wróżby, jak wierzę w sny niektóre i
w przeczucia... Może to śmieszne, ale wierzę.
– Nie mogę powiedzieć, a zresztą, ja sam nie jestem przekonany, czy to prawda.
– Wszystko jedno, czy prawda lub nie, ale mecenas mi musi koniecznie powiedzieć, mój
złoty mecenasie! Obiecuję mecenasowi solennie, że nie wezmę tego, co usłyszę, do serca –
prosiła pieszczotliwie Janka, podniecona ciekawością i jakimś strachem niewytłumaczonym.
– Czeka panią jakaś choroba, jakby mózgowa... Ja nie wiem, nie wierzę w to, daję pani
słowo honoru. Mówię, co widzę, ale... ale...
– A teatr? – spytała.
– Będzie pani sławną... będzie pani bardzo sławną! – szepnął prędko nie patrząc na nią.
– Nieprawda; tego pan tam nie zobaczył!... – rzekła wyczytawszy mu kłamstwo z oczów.
– Słowo! słowo honoru, jest tam to wszystko!... Dojdzie pani, ale przez tyle cierpień, przez
tyle łez... Strzeż się pani marzeń.
– Niechby przez wszystkie piekła, byle dojść! –powiedziała silnie, z błyskawicami w
oczach.