– Aha, lepiÅ‚a tu przed chorobÄ… twój wizerunek z chleba na prezent...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- EXT REF1 SELECT lub 1106 EXT REF2 SELECT – na COMM, COMM+AI1 lub COMM*AI1...
- choćbyÅ› i mnie miaÅ‚ waszmość tak pochlastać, zawszeć winszujÄ™, winszujÄ™! – Et, dalibyÅ›cie sobie waszmoÅ›ciowie pokój; bo w rzeczy nie macie siÄ™...
- znalazÅ‚ i któż zarÄ™czy, czy jÄ… znajdzie? – Prawda jest! Ale gdy Bóg go przez nasze rÄ™ce od Bohuna uwolniÅ‚ i przez tyle niebezpieczeÅ„stw, przez...
- Po prawej, najbliżej Å›ciany hangaru, staÅ‚y bok w bok nowiutkie Gromy i BÅ‚yskawice – nieco mniejsze wozy bojowe przystosowane do przewozu piechoty...
- «Dlaczego wiÄ™c oÅ›miela siÄ™ podejść do kapÅ‚ana za pierwszym razem, kiedy jest caÅ‚kiem nieczysty, a za drugim razem – zbliżyć siÄ™ nawet do...
- Polecenie traceroute zwykle jest wykorzystywane w ten sposób, jak polecenie ping – jako parametr należy podać nazwÄ™ hosta docelowego...
- Krzysztof przetarÅ‚ palcami oczy i powtórzyÅ‚ bezdźwiÄ™cznym gÅ‚osem: – Precz, precz, zabierzcie stÄ…d tego czÅ‚owieka...
- • skrzynia biegów, dÅ‚uga – ponieważ jest wiele szybkich partii (Å‚uki, czasami proste), na których to wÅ‚aÅ›nie dużą prÄ™dkoÅ›ciÄ… można sporo...
- Czemu wiÄ™c pÅ‚akaÅ‚a? ObawiaÅ‚ siÄ™ jednak, Åœe jeÅ›li bÄ™dzie próbowaÅ‚ nalegać, tylko - Nie musi mi pani od razu odpowiadać –uspokoiÅ‚ jÄ…...
- – Zabierzesz stÄ…d te akta, zrobisz gdzieÅ› kopie, rozeÅ›lesz część do przyjaciół i znajomych rozrzuconych możliwie po caÅ‚ych Stanach, a resztÄ™ ukryjesz,...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Perełek na oczy ciągle
się napierała. Jak wyzdrowieje, trzeba jej zacząć dawać lekcje rysunku.
Po chwili mała przestała majaczyć, oddech się uspokoił; koledzy wysunęli się niepostrzeże-
nie. Byli o nią spokojni, a nie wiadomo, który się czuł więcej szczęśliwym jej życiem.
32
IV
Pustka
Minęło lato. Znów w ciasnym petersburskim mieszkanku zebrało się pracowite grono. Co
dzień rano dwóch młodych ludzi schodziło na śnieżną ulicę, eskortując małą dziewczynkę z
tornistrem książek na ręku. Doprowadzali ją do gimnazjum, a o zmroku zabierali do domu.
Spieszyli bardzo, zziębnięci wszyscy troje, głodni i zmęczeni. Mniej śmiechu było wieczorami,
bo Hieronim wracał późno z prywatnych lekcyj, odrabiał z Bronią jutrzejsze zadania, pomagał
Żabbie, sam pracował więcej.
Przy lampie siedzieli we troje, zatopieni w nauce. Dziecko zbladło, spoważniało, pożerało
wiedzę zajadle, podnosząc niekiedy z niemą prośbą oczy na przyjaciela, którego uśmiech, zaw-
sze jasny, dodawał jej otuchy. Wówczas pochylał się ku niej i cierpliwie tłumaczył trudną kwe-
stię, szepcząc, by nie przerywać skupienia kaszlącemu Żabbie.
A Żabba kaszlał nieustannie. Napadło go to z pierwszymi mrozami i nie chciało opuścić
pomimo ziółek ciotki. Na inną kurację, a choćby na kilkotygodniowy wypoczynek nie było
środków pieniężnych i sposobu przy małych zdolnościach biedaka.
Ślęcząc nocami nad bibułą, mozolił się, sechł i kaszlał. Za każdym cięższym atakiem czoło
Hieronima pokrywała chmura. Znajomy student medycyny mówił mu, że na to był jeden ratu-
nek: klimat i spokój, a on, choć się zabijał pracą, nie mógł tego dać przyjacielowi.
Więc coraz częściej na twarz wesołego chłopca występowały cienie, coraz mniej się śmiał,
coraz rzadziej żartował z panią Dulską i swawolił z Bronią. Z Żabbą już się nigdy nie drażnił.
Życie upominało się o swe prawa nad niefrasobliwą, śmiałą a serdeczną duszą sieroty; roz-
taczało wokoło niego ponure mgły, rzucało na silne barki coraz to nowe ciężary.
Nie stało mu czasu na swawolę i wytchnienie, musiał pracować na dwoje teraz, a gdy, po-
mimo trudu, odzywała się ochota do żartu i gawędy, to ją zabijał kaszel Żabby, krótki, suchy,
złowieszczy. Chłopiec zwieszał głowę.
Bronia była mu jedyną otuchą i pociechą w życiu, przywiązywał się do niej z dnia na dzień
coraz silniej, poznał, jak drogą mu była po tym strasznym niepokoju, gdy ją mógł utracić; od-
tąd strzegł jej jak oka i nie opuszczał nigdy.
Rzadkie wolne chwile i święta spędzał w domu z nią, wypytując o koleżanki i strapienia
klasowe, przeglądając rysunki, pomagając lepić figurki.
Koledzy śmiali się z niego, Żabba gderał, ciotka ruszała ramionami tylko, dziecko dzięko-
wało pieszczotą, cieszyło się z owych chwil na tydzień przedtem i to go zadawalnialo.
Pewnego dnia, wychodząc z instytutu, Żabba rozminął się z Hieronimem. Tłum kolegów ich
rozdzielił i Litwin sam ruszył ku domowi.
Przypomniał sobie, że przyjaciel miał lekcje na mieście i obiecał wrócić późno, więc zawró-
cił w stronę gimnazjum po Bronię.
Przed drzwiami przybytku wiedzy było pusto. Dziewczęta już się rozpierzchły do domu, na
całe dwa tygodnie. Była to właśnie sobota przed świętami Bożego Narodzenia. Żabba wstąpił
do znajomego stróża, u którego Bronia czekała czasem na przybycie opiekunów.
– PoszÅ‚a już – objaÅ›niÅ‚ stróż.
– Sama?
– Nie widziaÅ‚em. WyszedÅ‚em na miasto, a kiedym wróciÅ‚, nie zastaÅ‚em jej. BÄ™dzie temu pół
godziny.
33
Litwin trochę się zaniepokoił, ale wnet pomyślał, że może Rucio go wyprzedził i wziął
dziewczynkę do sklepu farb. Od miesiąca marzyła o malowaniu.
Poszedł do domu na spóźniony obiad. W mieszkaniu ciotka była sama, drzemiąca nad poń-
czochÄ….
– A gdzie to Bronia? – zagadnÄ…Å‚.
– Nie ma jeszcze.
– A bo i w gimnazjum nie ma!
– Znajdzie siÄ™. Nie twój kÅ‚opot. Jedz spokojnie. Coraz trudniej zebrać was na obiad!
Litwin umilkł, ale co chwila był niespokojniejszy. Gdy skończył, zamiast wypocząć, chodził
od okna do okna i mruczał.
Minęło parę godzin.
– Czy to pan Hieronim dziÅ› nie przyjdzie? – zagadnęła ciotka frasobliwie.
– Zaraz bÄ™dzie. PoszedÅ‚ na lekcje.
Żabba zapalił lampę w swojej izdebce, ale czytać nie mógł; nasłuchiwał.
Nareszcie rozległy się kroki na schodach; Hieronim wszedł, ale sam.