Na cotygodniowej audiencji, kiedy to wezyr przyjmował najbliższych współpracowników, rozpatrywano najróżniejsze problemy...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Kiedy tylko dotrzemy tam, gdzie majÄ… w miarÄ™ rozwiniÄ™ty przemysÅ‚ – dodaÅ‚ po chwili – bÄ™dziemy musieli sprawić sobie trochÄ™ odtylcowych...
- Kiedy robisz to…82… IDE robi to83Skąd się biorą programy84IDE pomaga Ci kodować86Kiedy zmieniasz coś w IDE, zmieniasz...
- Szli w zupełnej ciszy, w milczeniu pokonywali zalaną martwym światłem drogę, a kiedy po forsownym marszu doszli do Hali Pisanej, zatrzymali się bez...
- Kiedy Canan przejął zarządzanie codziennymi operacjami magazynu, Lovejoy jeszcze bardziej skupił swą uwagą na rekrutacji, sprowadzając ostatecznie jeszcze...
- Ed siedział właśnie przy biurku w rogu swojego salonu sprzedaży żując pierwsze tego dnia cygaro, kiedy zobaczył dwóch mężczyzn w roboczych koszulach i...
- «Dlaczego wiÄ™c oÅ›miela siÄ™ podejść do kapÅ‚ana za pierwszym razem, kiedy jest caÅ‚kiem nieczysty, a za drugim razem – zbliżyć siÄ™ nawet do...
- Skacz, dziecko, skacz! Od kiedy moja córka Zara umiała już bez pomocy stanąć na stole, na którym zmieniano jej pieluszki, bawię się z nią w...
- nizujących poglądach na temat oczyszczenia i poznania prawdy? Istotnie, kiedy czytamy o tym, co według Pseudo- Dionizego znaczy oczyszczenie napotykamy w...
- Nie masz te¿,nie masz ¿adnego w tym cudu,Kiedy raz na dno,pod ob³oki drugiLataj¹c,musi nadweredziæ fugi;Wpadszy w najg³êbsze na ostatek...
- Dokładnie w tym samym momencie pociąg silnie zarzucił i Harry rozpaczliwie jął wymachiwać rękoma, kiedy potworna ziejąca w dole czerń ruszyła mu na spotkanie...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Bagej cenił zwięzłe wypowiedzi i nie znosił ludzi gadatliwych. Jego własne wnioski były krótkie i nieodwołalne. Jeden z kancelistów spisywał je, a inny przekształcał w administracyjne decyzje, na których wezyr kładł swoją pieczęć.
-Jakie propozycje ma sędzia Pazer?
-Tylko jedną: powołać nowego szefa policji. Mentemozis okazał się niegodny swojej funkcji. Popełnionych przez niego błędów nie można wybaczyć.
Sekretarz wezyra obruszył się.
-Mentemozis ma olbrzymie zasługi dla kraju. Utrzymywał porządek z przykładną sumiennością.
-Wezyr zna moje argumenty -sprecyzował Pazer. -Mentemozis skłamał, fałszował dokumenty i zniesławił prawo. Ukarano jedynie dawnego dziekana przedsionka. Czemu jego wspólnik miałby pozostać bezkarny?
-Czy szef policji może być naiwnym barankiem?
-Wystarczy -wkroczył wezyr. -Fakty są ustalone i znane, dowody nie kryją żadnych niejasności. Proszę odczytać tekst.
Oskarżenia były przytłaczające. Pazer, niczego nie kryjąc, zapoznał zebranych ze wszystkimi bezeceństwami Mentemozisa.
-Kto jest za utrzymaniem dotychczasowego szefa policji na stanowisku? -zapytał wezyr, wysłuchawszy zarzutów.
W obronie policjanta nie podniósł się żaden głos.
-Mentemozis jest zwolniony -postanowił wezyr. -Jeśli odwoła się od tej decyzji, stanie przede mną. Jeśli zostanie uznany za winnego powtórnie, czeka go zesłanie. Od razu przystąpmy do powołania następcy. Kogo proponujecie?
-Kema -rzekł spokojnym głosem Pazer.
-To skandal! -zawołał jeden z pisarzy. Inni przeciwnicy kandydatury milczeli.
-Kem ma wielkie doświadczenie -nalegał Pazer. -Odczuł na własnej skórze to, co uważa za wielką niesprawiedliwość, ale zawsze stawał po stronie porządku. Zapewne, niezbyt lubi rodzaj ludzki, ale traktuje swój zawód niczym powołanie.
-Nubijczyk niskiego pochodzenia, jakiÅ›...
-Pozbawiony złudzeń człowiek tej ziemi. Nikt nie zdoła go przekupić.
Wezyr przerwał dyskusję.
-Kem został mianowany szefem policji w Memfisie. Kto jest temu przeciwny, niech przedstawi swoje argumenty przed moim trybunałem. Jeśli uznam, że są nie do przyjęcia, zostanie skazany za naruszenie dóbr osobistych. Zamykam posiedzenie.
W obecności dziekana przedsionka Mentemozis przekazał Kemowi kij z kości słoniowej, zakończony dłonią, która symbolizowała władzę szefa policji, oraz amulet w kształcie rożka księżyca, z wyrytym w nim okiem i lwem, emblematami czujności. Mimo nominacji Nubijczyk nie zgodził się zamienić swego łuku, strzał, miecza i kija na szaty notabla.
Kem nie podziękował Mentemozisowi, który był bliski apopleksji. Nie wygłoszono żadnego przemówienia. Nieufny Nubijczyk natychmiast wypróbował swoją pieczęć, z lęku, że dawny szef policji mógł ją sfałszować.
-Jesteś zadowolony? -zapytał nosowym głosem Mentemozis.
-Byłem świadkiem ścisłego przestrzegania dekretu wezyra -odparł spokojnie Pazer. -Jako dziekan przedsionka rejestruję przekazanie kompetencji.
-To ty przekonałeś Bageja, żeby mnie zdjął.
-Wezyr postąpił zgodnie ze swym obowiązkiem. Skazały cię na to twoje własne błędy.
-Powinienem cię był...
Mentemozis nie ośmielił się wymówić słowa, które paliło mu usta. Powstrzymał go wzrok Kema.
-Grożenie śmiercią to przestępstwo -oświadczył surowo Kem.
-Ja nic takiego nie powiedziałem.
-Nie próbuj niczego przeciw sędziemu Pazerowi, bo będę musiał wkroczyć.
-Podwładni czekają na ciebie -rzekł sędzia. -Powinieneś jak najszybciej opuścić Memfis.
Mentemozis, mianowany nadintendentem rybołówstwa w Delcie, miał zamieszkać w małym mieście na wybrzeżu, gdzie nie przygotowywano żadnych spisków, prócz obliczania cen ryb zależnie od ich wagi i rozmiarów.
Były policjant szukał jeszcze jakiejś ostrej repliki, ale widok hieratycznego Nubijczyka odebrał mu natchnienie.
Kem ukrył swoją rękę sprawiedliwości i oficjalny amulet na dnie drewnianej skrzyni, pod kolekcją azjatyckich sztyletów. Zostawiając prace administracyjne biegłym w tych nudnych ćwiczeniach skrybom, zamknął za sobą drzwi dawnego gabinetu Mentemozisa, zdecydowany pojawiać się tam tylko na krótko. Ulica, pola, przyroda były i pozostaną jego ulubioną domeną. Nie aresztuje się winnych, czytając piękne papirusy. Dlatego też radował się podróżą na wieś w towarzystwie Pazera.
Zeszli z pokładu w Hermopolis, świętym mieście boga Tota, mistrza świętego języka. Dosiadłszy osłów wyspecjalizowanych w transportowaniu szacownych jeźdźców, przemierzali wspaniałą i spokojną wieś. Był okres siewów. Ziemia, wzbogacona mułem po wylewie, oddawała się pługom i motykom, które rozbijały grudy. Ustrojeni w wieńce z kwiatów siewcy rzucali ziarno w glebę, opróżniając jednym szerokim gestem małe woreczki z włókna papirusów. Przechodzące przez pola owce, byki i świnie wbijały ziarno w ziemię. Niekiedy oracz mógł dostrzec rybę uwięzioną w kałuży. Kozły prowadziły swoje stada na dobre tereny. Ich pasterze wymachiwali jakże przydatnymi skórzanymi batami, których strzelanie naprowadzało niezdyscyplinowane sztuki na właściwą drogę. Zgodnie z alchemicznym procesem, analogicznym do śmierci i zmartwychwstania Ozyrysa, przykryte już ziarno uczyni z Egiptu żyzną i zamożną ziemię.