— Miotać! — szczekliwie krzyknął katapultmistrz...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Hej! – krzyknął swym ochrypłym i niemal bezdźwięcznym głosem, który przypominał plusk kamieni wrzucanych do podziemnego jeziora...
- — Proszę pani, jeśli pojedzie pani do siedziby detektywów Dystryktu Zachodniego przy Pięćdziesiątej Piątej i Pine, gdzie podpisze pani dokument...
- Tak więc nie można też ustalić, czy pewne rodzaje literackie ukształtowały się raczej pod naciskiem zjawisk realnych, czy raczej — norm kulturowych jako...
- dobiegł do jej wytężonego słuchu — cichy jak brzęczenie komara daleki dzwonek, za chwilę ponowny • dzwonek, już bliżej, potem stukot...
- Niemniej obawiałem się wyjść z lasu — choć skądinąd było oczywiste, że prędzej albo później wyjść muszę...
- par³ margraf — ale nie jeno przeto, jeno ¿e przez Odrê³acniej siê przeprawiæ, w górnym biegu...
- ciekawe i co mnie osobiście bardzo zaskoczyło — zdałem sobie spra- wę, że czasami pracując mniej i krócej, można było zrobić więcej, niż...
- le jest potrzebny), niedostępnej dla użytkowników i przeznaczonej wy- łącznie na potrzeby administratora, — skonfigurowanie portów...
- wyreperował dach i ściany, wybił otwory i wstawił okna, żeby był przewiew — zmienił całe pomieszczenie tak, że wyglądało prawie jak mieszkanie...
- zapominając o wszystkim krzyknęła triumfalnie: ─ Do licha! Przecież to ja wygrałam...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Z głuchym hukiem belki
popędziły naprzód, stromym łukiem miotając płonące naczynia i ich śmierciono-
śną zawartość w kierunku Mallorean borykających się ze swymi machinami. Pod wpływem uderzenia naczynia rozpadły się bryzgając przed siebie ogniem. Malloreańskie katapulty stanęły w ogniu.
— Dobre miotnięcie — fachowo zauważył Anheg.
— Dziecinna igraszka — wzruszył ramionami Barak. — Nadbrzeżne stanowi-
ska są naprawdę łatwym celem. — Obejrzał się w tył. Łodzie-miotacze towarzy-szące okrętowi Greldika podpływały, aby razić Mallorean kolejną porcją strzał, a katapulty na pokładzie okrętu jego brodatego przyjaciela były odwiedzione i za-
ładowane. — Malloreanie nie okazują się ani trochę bystrzejsi niż Murgowie.
Czyż doprawdy nie przyszło im na myśl, że moglibyśmy się ostrzeliwać?
— To taka angaracka wada — odparł Anheg. — Ujawnia się we wszystkich
ich poczynaniach. Torak nigdy nie zachęcał do twórczego myślenia.
Barak posłał kuzynowi domyślne spojrzenie.
198
— Anhegu, wiesz, co ja sobie myślę? Myślę, że całe to zamieszanie, które wy-wołałeś jeszcze w Rivie, mam na myśli to związane z wojskowym przywództwem
Ce’nedry, myślę, że nie było ono całkowicie szczere. Jesteś zbyt inteligentny, aby aż tak upierać się przy czymś, co nie miało większego znaczenia.
Anheg niedwuznacznie mrugnął okiem.
— Nic dziwnego, że nazywają cię Anheg Chytrus — zachichotał Barak. —
O co w tym wszystkim chodziło?
— Dzięki temu wytrąciłem Brandowi broń z ręki. — Król Chereku uśmiech-
nął się szeroko. — Był jedynym, który potrafiłby powstrzymać Ce’nedrę, jeśli dałbym mu okazję. Wiesz, Barak, Rivanie są bardzo konserwatywni. Poparłem
Branda i nie dałem nikomu dojść do słowa. Potem, kiedy ustąpiłem, nie pozostał
mu żaden punkt oparcia.
— Byłeś bardzo przekonujący. Przez chwilę myślałem, że pomieszało ci się
w głowie.
— Dzięki — z drwiącym pokłonem odparł król Chereku. — Kiedy ma się taką
twarz jak moja, ludzie bez trudności wyobrażają sobie najgorsze rzeczy na twój temat. Od czasu do czasu wykorzystuję to. O! Nadciągają Algarowie. — Wskazał
na pagórki tuż za płonącymi malloreańskimi wyrzutniami. Nagle wyłaniając się zza szczytów pagórków, nadjechała spora grupa jeźdźców i jak wataha wilków
spadła na skonfundowanych Mallorean.
Anheg westchnął.
— Chciałbym wiedzieć, co przytrafi się im tam, pod Thull Mardu — powie-
dział. — Chociaż przypuszczam, że nigdy się nie dowiemy.
— Bardzo możliwe — przyznał Barak. — Jak już raz dostaniemy się na Morze
Wschodnie, to ostatecznie wszyscy tam potoniemy.
— Niemniej zabierzemy ze sobą mnóstwo Mallorean, prawda, Baraku?
Barak odpowiedział szatańskim uśmiechem.
— Naprawdę nie mam szczególnej ochoty na utopienie się — powiedział An-
heg, strojąc minę.
— Być może będziesz miał szczęście i dostaniesz strzałą w brzuch.
— Dzięki — cierpko powiedział Anheg.
Mniej więcej godzinę później, po zniszczeniu jeszcze trzech kolejnych anga-
rackich nadbrzeżnych stanowisk, dopłynęli do miejsca, gdzie tereny wzdłuż rzeki stały się bagniste, przechodząc w płaskie w morze trzcin i pochylających się pałek wodnych. Na rozkaz Anhega do uschłego pniaka przycumowano tratwę wypełnioną po brzegi stosem drewna opałowego i wzniecono ogień. Gdy tylko rozpaliła się na dobre, w płomienie wrzucono wiadra zielonkawych kryształów. W błękitne niebo zaczął się wznosić gęsty słup zielonego dymu.
— Mam nadzieję, że Rhodar dostrzeże to. — Król Chereku zmarszczył brwi.
— Jeśli nie on, to Algarowie — odparł Barak. — Powiadomią go o tym.
199
— Po prostu mam nadzieję, że miał wystarczająco dużo czasu, aby wykonać odwrót.
— Ja też — powiedział Barak. — Ale jak mówisz, zapewne nigdy się nie
dowiemy.
*
*
*
Król Cho-Hag, Wódz Wodzów Klanów Algarii, ustawił swego konia obok
Korodullina, króla Arendii. Mgła już niemal zniknęła, a pozostały jedynie przej-rzyste, lekkie mgiełki. Nie opodal Beltira i Belkira, bliźniaczy czarodzieje, wyczerpani wysiłkiem, spuściwszy głowy, siedzieli na ziemi obok siebie. Ich piersi falowały w ciężkim oddechu. Cho-Hag wzdrygnął się w duchu na myśl, co mo-głoby się wydarzyć, gdyby nie było tu dwóch świętych starców. Szkaradne iluzje Grolimów, które tuż przed burzą wyrosły z ziemi, zasiały strach w sercach najdzielniejszych wojowników. Potem burza z ogłuszającym hałasem runęła na ar-
mię, a później nadeszła przytłaczająca mgła. Jednakże dwójka czarowników o łagodnych obliczach stanęła w szranki i ze spokojną determinacją zwalczyła każdy atak Grolimów. Teraz nadciągali Murgowie i była pora, by zamiast czarów użyć broni.
— Pozwoliłbym im podejść trochę bliżej — spokojnym głosem poradził Cho-
-Hag, gdy wraz z Korodullinem obserwowali istne morze Murgów nacierające na rozstawione szyki drasańskich pikinierów i tolnedrańskich legionistów.
— Cho-Hagu, azali pewny jesteś swej strategii? — z zafrasowaną miną spytał
młody arendarski król. — Wszelako zawszeć zwyczajem rycerzy Mimbrate by-
ło ścierać się z wrogiem we frontalnym ataku. Zadziwia mnie twoja propozycja szarżowania skrzydeł.
— Korodullinie, w ten sposób zabijemy więcej Murgów — odparł Cho-Hag,
zmieniając położenie swych słabowitych nóg w strzemionach. — Kiedy twoi ry-
cerze zaszarżują z obydwu skrzydeł, odetniecie całe regimenty wroga. Wtedy