Ulrike — Każdy może wybierać między byciem świnią albo człowiekiem...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — Proszę pani, jeśli pojedzie pani do siedziby detektywów Dystryktu Zachodniego przy Pięćdziesiątej Piątej i Pine, gdzie podpisze pani dokument...
- Tak więc nie można też ustalić, czy pewne rodzaje literackie ukształtowały się raczej pod naciskiem zjawisk realnych, czy raczej — norm kulturowych jako...
- dobiegł do jej wytężonego słuchu — cichy jak brzęczenie komara daleki dzwonek, za chwilę ponowny • dzwonek, już bliżej, potem stukot...
- par³ margraf — ale nie jeno przeto, jeno ¿e przez Odrê³acniej siê przeprawiæ, w górnym biegu...
- ciekawe i co mnie osobiście bardzo zaskoczyło — zdałem sobie spra- wę, że czasami pracując mniej i krócej, można było zrobić więcej, niż...
- le jest potrzebny), niedostępnej dla użytkowników i przeznaczonej wy- łącznie na potrzeby administratora, — skonfigurowanie portów...
- wyreperował dach i ściany, wybił otwory i wstawił okna, żeby był przewiew — zmienił całe pomieszczenie tak, że wyglądało prawie jak mieszkanie...
- — Od dawna panowało przekonanie, że rzeka Nil wypływa z wielkich jezior leżących u stóp Gór Księżycowych[46]...
- mogła umknąć uwagi czatowników pilnujących granicy — i niepostrzeżenie prze- dostać się w głąb terenów Armektu...
- 2 — Głodna kotka 33 - Świetnie się dogadujecie - stwierdził kiedyś, jeszcze w próbnym okresie Maryjkowego panowania...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Wagenbach — A więc wygląda na to, że ja nie mam wyboru.
Ulrike — Jesteś kapitalistyczną świnią, Klaus. Mimo to możesz wybrać
i zachować się jak człowiek.
Dwa dni po podpisaniu umowy (12 maja) przychodzi pismo od
dyrektora zakładu Moabit — więzień andreas bernd baader otrzymuje
zgodę na jednodniowe opuszczenie aresztu pod nadzorem służby
więziennej w celu prowadzenia badań archiwalnych w instytucie spraw
społecznych, miquelstrasse 83, berlin – dahlem. Dzień wyznaczony na
kwerendę — czwartek, 14 maja 1970 roku, godziny 900 – 1300.
Otrzymawszy wiadomość o pozwoleniu, Ulrike natychmiast dzwoni do
swoich przyjaciółek Irene Goergens i Ingrid Schubert; pyta o plany na
czwartek (jest to zresztą dzień, kiedy zazwyczaj się spotykają, żeby — jak
to mówi Ingrid — pogadać o ideologii). Nie mają specjalnych planów.
Ulrike prosi, aby skontaktowały się z fryzjerką, Petrą Schelm, i
zapytały, czy mogłaby szybko załatwić peruki; potem dzwoni do kilku
starych przyjaciół i umawia się z nimi nazajutrz w pawilonie
w Wannsee (to w sprawie dzieci, mówi, i obiecajcie, że nic nie powiecie
röhlowi).
(berlin – wannsee, 13 maja 1970).
Park w intensywnym blasku słońca, przyćmionym lekko złotawą
mgiełką, która nadciąga znad fabryk po wschodniej stronie. Dzieci
baraszkują na wydeptanym trawniku. Ulrike rozmawia pod parasolem z
dwiema osobami, z którymi się wcześniej umówiła. Ukryci w chłodzie
parasola, należą do tak zwanego kręgu, die umfelde, powiększającej się
grupy sympatyków, którzy na zawsze pozostaną w cieniu.
Głos Ulrike ten sam, co zawsze (jak więc mieliby cokolwiek
podejrzewać) — ta sama nieustępliwość, to samo spojrzenie, utkwione w
blacie stołu, to samo nerwowe skubanie folii z paczki papierosów.
chodzi tylko o kilka dni, nigdy nie prosiłabym o opiekę nad nimi,
gdyby to miało trwać dłużej.
Dzieci się bawią (mami, mami, guck mal, mami!). Ulrike się odwraca.
W przyćmionym blasku słońca przez trawnik maszeruje, oględnie rzecz
ujmując, barwne towarzystwo.
mahler (w czarnej todze adwokata i odpowiedniej peruce) —
godziliśmy się na dokonanie mordu na ohnesorgu, godziliśmy się na
zastrzelenie dutschkego.
ensslin (z falami długich, jasnych włosów, opadającymi na ramiona) —
godziliśmy się na zniszczenie tam i instalacji wodnych, na zniszczenie
całej ekonomicznej bazy i infrastruktury młodych państw ameryki
łacińskiej.
berberich (z aktami sprawy Baadera w teczce) — jak długo pozwolimy
się upokarzać?
bäcker (z podniesioną w górę siekierą) — masy są gotowe, robotnicy
się mobilizują.
homann (z właściwym sobie rozkojarzeniem) — jeżeli nie teraz, to
kiedy; jeżeli nie tu, to gdzie?
Niedaleko urządził piknik kolektyw pacjentów, kierowany przez
charyzmatycznego doktora Hubera. To tylko kwestia czasu, wkrótce i oni
przyłączą się do parady, skandując —
mahler – meinhof – ensslin – baader,
to są ludzie naszych marzeń!
Ulrike woła — już idę, bettino; odwraca się ponownie do swoich
rozmówców pod parasolem —
tylko kilka dni, potem zabiorę je do domu.
KARNAWAŁ NA MIQUELSTRASSE
Ulrike jest już w czytelni, kiedy podjeżdża karetka więzienna z Moabit.
Widzi przez okno, jak wyprowadzają Baadera, przykutego kajdankami do
jednego ze strażników. Drugi strażnik zamyka samochód i rusza przodem
ku wejściu. W budynku rozlega się stłumione bzyczenie dzwonka. Ulrike
ma przed sobą otwartą księgę nieboszczyków. Patrzy przez okno na
kwitnący złoty deszcz, łagodny wiatr porusza młodziutkimi listkami
brzozy. zupełnie jak w telewizji, myśli (rzeczywistość istnieje tam, na
zewnątrz, tu, w środku, nic nie jest rzeczywiste). To samo przyszło jej na
myśl, kiedy kilka miesięcy wcześniej oglądała zmontowaną wersję
bambule. Na ekranie telewizora Irene odgrywa Irene, Ingrid Ingrid, a
Hannelore Hannelore. Natomiast pracowników zakładu grają zawodowi
aktorzy, zaangażowani w celu przekonania widzów, że to groteskowe
widowisko odzwierciedla rzeczywistość. Myśli — gdyby to wszystko
zniknęło, całe kulisy, wszyscy statyści, którzy występują na ich tle, co
stałoby się wtedy z naszą koncepcją rzeczywistości? Ingrid, Irene,
Hannelore — nareszcie wolne.
To samo myśli teraz, gdy wprowadzają do czytelni przykutego do
strażnika Baadera; myśli — instrumenty sprawowania władzy, posłuszni
lokaje, statyści. W pewnym sensie łatwiej sobie z tym poradzić,
gdy myśli się w ten sposób. Mówi do jednego z nich — jak się pan
nazywa? Wetter, Günter Wetter. jest pan żonaty, panie wetter? Tak, mam
żonę i dwoje dzieci. Zamyka oczy; mówi — nie przyszło panu nigdy do
głowy, że powinien pan bardziej się z nimi liczyć?
W tym czasie drugi strażnik, statysta, Karl Heinz Wegener, zdejmuje
kajdanki z lewej ręki Baadera i Andreas siada. Ulrike demonstruje im
zdjęcia nieboszczyków, zestaw fotografii młodych mężczyzn i kobiet o
twarzach spuchniętych i zdeformowanych od ciosów policyjnych pięści i
śladów po przypalaniu papierosami (myśli — prawdziwy obraz okropności
świata zwierząt).
Baader — czy mógłbym prosić o filiżankę kawy?
Baader i Meinhof zapalają papierosa. statysta przynosi kawę.
(Andreas do Ulrike, Ulrike do Andreasa).
andreas — No i gdzie się podziewają te twoje psiapsiółki?
ulrike — Czy możesz nie mówić tak głośno? Ingrid i Irene za chwilę tu
będą. Kiedy wyjeżdżałam, były już gotowe.
Znowu słychać bzyczenie dzwonka. Jeden ze statystów — pracownik
Instytutu, Georg Linke (62 lata) — wychodzi z biura, gdzie właśnie
rozpoczęła się przerwa na kawę, i powłócząc nogami, podchodzi do drzwi
wejściowych. Na zewnątrz stoją dwie młode kobiety. Gdyby to było w
telewizji, usłyszelibyśmy, jak Linke mówi (przykro mi, ale jak już wczoraj
paniom powiedziałem, czytelnia jest zajęta; proszę przyjść po południu),