— Nie...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — ProszÄ™ pani, jeÅ›li pojedzie pani do siedziby detektywów Dystryktu Zachodniego przy PięćdziesiÄ…tej PiÄ…tej i Pine, gdzie podpisze pani dokument...
- Tak wiÄ™c nie można też ustalić, czy pewne rodzaje literackie uksztaÅ‚towaÅ‚y siÄ™ raczej pod naciskiem zjawisk realnych, czy raczej — norm kulturowych jako...
- dobiegÅ‚ do jej wytężonego sÅ‚uchu — cichy jak brzÄ™czenie komara daleki dzwonek, za chwilÄ™ ponowny • dzwonek, już bliżej, potem stukot...
- Niemniej obawiaÅ‚em siÄ™ wyjść z lasu — choć skÄ…dinÄ…d byÅ‚o oczywiste, że prÄ™dzej albo później wyjść muszÄ™...
- par³ margraf — ale nie jeno przeto, jeno ¿e przez Odrê³acniej siê przeprawiæ, w górnym biegu...
- ciekawe i co mnie osobiÅ›cie bardzo zaskoczyÅ‚o — zdaÅ‚em sobie spra- wÄ™, że czasami pracujÄ…c mniej i krócej, można byÅ‚o zrobić wiÄ™cej, niż...
- le jest potrzebny), niedostÄ™pnej dla użytkowników i przeznaczonej wy- łącznie na potrzeby administratora, — skonfigurowanie portów...
- wyreperowaÅ‚ dach i Å›ciany, wybiÅ‚ otwory i wstawiÅ‚ okna, żeby byÅ‚ przewiew — zmieniÅ‚ caÅ‚e pomieszczenie tak, że wyglÄ…daÅ‚o prawie jak mieszkanie...
- — Od dawna panowaÅ‚o przekonanie, że rzeka Nil wypÅ‚ywa z wielkich jezior leżących u stóp Gór Księżycowych[46]...
- mogÅ‚a umknąć uwagi czatowników pilnujÄ…cych granicy — i niepostrzeżenie prze- dostać siÄ™ w głąb terenów Armektu...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Dzieliły je całe lata. Ale nasza teoria głosiła, że sprawcą wszystkich tych śmierci była jedna i ta sama osoba.
— Kto miaÅ‚by to być?
— KtoÅ›, komu bardzo zależaÅ‚o na tym, by pewne sprawy nie wyszÅ‚y na jaw. Być może ów tajemniczy wspólnik Sama. Nazwijmy go John Smith.
— To caÅ‚kiem nieprawdopodobna teoria.
— Tak, zgadzam siÄ™. I nie ma żadnych dowodów na jej poparcie. Ale tak jak powiedziaÅ‚em ci w CaÅ‚ico Rock, zawsze podejrzewaliÅ›my, że Sam miaÅ‚ pomocnika. A może sam byÅ‚ tylko pomocnikiem Johna Smitha. W każdym razie kiedy Sam spieprzyÅ‚ sprawÄ™ i daÅ‚ siÄ™ zÅ‚apać, John Smith zniknÄ…Å‚. Być może zajmowaÅ‚ siÄ™ od tamtego czasu eliminowaniem niewygodnych Å›wiadków.
— Dlaczego miaÅ‚by zabijać żonÄ™ Dogana?
— Ponieważ byÅ‚a razem z mężem w łóżku, kiedy w ich domu nastÄ…piÅ‚ wybuch.
— Dlaczego miaÅ‚by ginąć jego syn?
— Å»eby zagwarantować milczenie jego ojca. PamiÄ™taj, zaczÄ…Å‚ zeznawać pięć miesiÄ™cy po zaginiÄ™ciu syna.
— Nigdy nie czytaÅ‚em nic na ten temat.
— Niewielu ludzi o tym wiedziaÅ‚o. CaÅ‚a sprawa zdarzyÅ‚a siÄ™ w Niemczech. PoradziliÅ›my mu, żeby siedziaÅ‚ cicho.
— Nic nie rozumiem. Dogan nie wskazaÅ‚ nikogo palcem podczas procesu. Tylko Sama. Dlaczego John Smith miaÅ‚by go potem zabijać?
— Ponieważ nadal wiedziaÅ‚ za dużo. A także dlatego, że zÅ‚ożyÅ‚ zeznania obciążajÄ…ce innego czÅ‚onka Klanu.
Adam rozłupał dwie skorupki i rzucił orzeszki tłustemu gołębiowi. Lettner opróżnił torebkę do końca i wysypał okruszki na chodnik przed pompą wodną. Dochodziło południe i dziesiątki urzędników śpieszyły przez park w poszukiwaniu idealnego lunchu.
— JesteÅ› gÅ‚odny? — zapytaÅ‚ Lettner spoglÄ…dajÄ…c na zegarek.
— Nie.
— Spragniony?
— Nie. Jakie znaczenie ma dla mnie John Smith?
— Sam jest jedynym żywym Å›wiadkiem, a za dwa tygodnie ma zostać uciszony na zawsze. Gdy umrze nie puÅ›ciwszy pary z gÄ™by, John Smith nareszcie zaÅ›nie spokojnie. Ale jeÅ›li Sam nie wyzionie ducha za dwa tygodnie, to John Smith nadal bÄ™dzie miaÅ‚ powód do strachu. A jeżeli Sam zacznie mówić, to komuÅ› może siÄ™ coÅ› stać.
— Mnie?
— Tylko ty próbujesz poznać prawdÄ™.
— MyÅ›lisz, że facet czai siÄ™ gdzieÅ› w pobliżu?
— To możliwe. Ale równie dobrze może być kierowcÄ… taksówki w Montrealu. A może nigdy nie istniaÅ‚.
Adam obejrzał się za siebie udając przestrach.
— Wiem, jak niesamowicie to brzmi — powiedziaÅ‚ Lettner.
— John Smith nie powinien siÄ™ obawiać. Sam milczy.
— Ale potencjalne niebezpieczeÅ„stwo istnieje, Adamie. ChciaÅ‚em ciÄ™ tylko ostrzec.
— Nie wystraszyÅ‚em siÄ™. Gdyby Sam podaÅ‚ mi teraz nazwisko Johna Smitha, zaczÄ…Å‚bym wrzeszczeć o tym na ulicach i zÅ‚ożyÅ‚bym pięć ton pism procesowych. Ale i tak nic bym nie osiÄ…gnÄ…Å‚. Jest już za późno na nowe teorie dotyczÄ…ce winy i niewinnoÅ›ci.
— A co z gubernatorem?
— WÄ…tpiÄ™, żeby chciaÅ‚ pomóc Samowi.
— Cóż, proponujÄ™ ci tylko, żebyÅ› byÅ‚ ostrożny.
— DziÄ™ki.
— Chodźmy na piwo.
Nie mogę dopuścić, żeby Lee poznała tego faceta, pomyślał Adam.
— Jest za dziesięć dwunasta. Chyba nie zaczynasz tak wczeÅ›nie.
— Och, czasem zaczynam już przy Å›niadaniu.
John Smith siedział na parkowej ławce ukryty za gazetą, a gołębie spacerowały wokół jego stóp. Dwadzieścia metrów dzieliło go od Adama i Lettnera, nie słyszał więc, o czym rozmawiają. Miał wrażenie, że w starszym mężczyźnie rozpoznaje agenta FBI, którego twarz pojawiła się w gazetach przed wieloma łaty. Postanowił ruszyć za tym mężczyzną, żeby dowiedzieć się, kim jest i gdzie mieszka.
Nudziło mu się już w Memphis, więc taki plan odpowiadał mu w pełni. Chłopak pracował w biurze, jeździł do Parchman, spał w domu swojej ciotki i zdawał się dreptać w miejscu. Wedge uważnie czytał gazety i śledził doniesienia telewizyjne. Jego nazwisko nie było wymieniane. Nikt o nim nie wiedział.
Liścik leżący na kontuarze w kuchni nosił właściwą datę. Napisany był o siódmej piętnaście. Pismo Lee, które nigdy nie było specjalnie ładne, teraz wyglądało jeszcze gorzej. Oznajmiała, że leży w łóżku i ma coś, co wygląda na grypę. Prosiła, by jej nie niepokoić. Była u lekarza, który zalecił jej jak najwięcej snu. Dla dodatkowego efektu obok liściku stała buteleczka z pastylkami z miejscowej apteki i opróżniona do połowy szklanka wody. Lekarstwo kupiono tego samego dnia.
Adam szybko sprawdziÅ‚ kosz na Å›mieci pod zlewem — ani Å›ladu alkoholu.
Po cichu włożył mrożoną pizzę do mikrofalówki i wyszedł na taras oglądać płynące rzeką barki.
Rozdział 32