— Jasne, a oto czarodziejski afrodyzjak...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — ProszÄ™ pani, jeÅ›li pojedzie pani do siedziby detektywów Dystryktu Zachodniego przy PięćdziesiÄ…tej PiÄ…tej i Pine, gdzie podpisze pani dokument...
- Tak wiÄ™c nie można też ustalić, czy pewne rodzaje literackie uksztaÅ‚towaÅ‚y siÄ™ raczej pod naciskiem zjawisk realnych, czy raczej — norm kulturowych jako...
- dobiegÅ‚ do jej wytężonego sÅ‚uchu — cichy jak brzÄ™czenie komara daleki dzwonek, za chwilÄ™ ponowny • dzwonek, już bliżej, potem stukot...
- Niemniej obawiaÅ‚em siÄ™ wyjść z lasu — choć skÄ…dinÄ…d byÅ‚o oczywiste, że prÄ™dzej albo później wyjść muszÄ™...
- par³ margraf — ale nie jeno przeto, jeno ¿e przez Odrê³acniej siê przeprawiæ, w górnym biegu...
- ciekawe i co mnie osobiÅ›cie bardzo zaskoczyÅ‚o — zdaÅ‚em sobie spra- wÄ™, że czasami pracujÄ…c mniej i krócej, można byÅ‚o zrobić wiÄ™cej, niż...
- le jest potrzebny), niedostÄ™pnej dla użytkowników i przeznaczonej wy- Å‚Ä…cznie na potrzeby administratora, — skonfigurowanie portów...
- wyreperowaÅ‚ dach i Å›ciany, wybiÅ‚ otwory i wstawiÅ‚ okna, żeby byÅ‚ przewiew — zmieniÅ‚ caÅ‚e pomieszczenie tak, że wyglÄ…daÅ‚o prawie jak mieszkanie...
- — Od dawna panowaÅ‚o przekonanie, że rzeka Nil wypÅ‚ywa z wielkich jezior leżących u stóp Gór Księżycowych[46]...
- mogÅ‚a umknąć uwagi czatowników pilnujÄ…cych granicy — i niepostrzeżenie prze- dostać siÄ™ w gÅ‚Ä…b terenów Armektu...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Anna skosztowała wina.
— Nie wydaje mi siÄ™. Ile to kosztowaÅ‚o? SiedemdziesiÄ…t pięć centów za butelkÄ™?
Spojrzałem na nalepkę.
— Musisz wiedzieć, że jest to oryginalne, stupiÄ™cioprocentowe francuskie chablis z Milwaukee, stan Wisconsin. Wypij dwadzieÅ›cia butelek, a docenisz jego wartość.
Przybył nasz posiłek. Ogony homara były jak zwykle soczyste, tłuste, a sałata chrupiąca i świeża. Marjorie walczyła z sałatką z wiejskiego sera. Szło jej to opornie, ale pomyślałem sobie, że ostatecznie nie co dzień grzebie się własnego męża, niezależnie od tego, czy był to podły łajdak, czy też nie. Przez chwilę jedliśmy w milczeniu.
— Wiecie co? — odezwaÅ‚a siÄ™ Anna. — SÄ…dzÄ™, że powinniÅ›my zbadać ten dzban.
— Tak wÅ‚aÅ›nie mówiÅ‚em — wpadÅ‚em jej w sÅ‚owo. — Jestem przekonany, że mamy tu do czynienia ze zjawiskiem naturalnym. Niemal na wszystko, co pachnie okultyzmem, można znaleźć racjonalne wyjaÅ›nienie.
— Nie zgadzam siÄ™ z tobÄ… — zaprotestowaÅ‚a Anna. — WedÅ‚ug mnie to rzecz magiczna. Przede wszystkim jednak powinniÅ›my to sobie obejrzeć.
Marjorie nie wyglądała na szczególnie zachwyconą tym pomysłem.
— Max mówiÅ‚, żeby go nie dotykać — przypomniaÅ‚a mi. — Nie staram siÄ™ ciebie oszukać, Harry. MartwiÅ‚ siÄ™ tym dzbanem bardziej, niż czymkolwiek innym w caÅ‚ym swoim życiu.
— Tego wÅ‚aÅ›nie nie rozumiem — powiedziaÅ‚em. — Max byÅ‚ zawsze taki praktyczny. Dlaczego tak bardzo siÄ™ tym przejmowaÅ‚?
— Może z powodu czarnej magii — podsunęła Anna. — Arabowie byli w swoim czasie wielkimi czarownikami.
Dolałem wina. Marjorie nawet nie tknęła swego kieliszka. Gdybym znalazł się w jej sytuacji, zdążyłbym już do tej pory spić się w trupa. Ona jednak zawsze była spokojną, rozsądną kobietą. Siedziała pochylona nad napoczętą sałatką i bardzo przypominała mi łagodnego skorupiaka, który znalazłszy się na lunchu w rybnej restauracji usiłuje dyskretnie coś zjeść, zanim współbiesiadnicy spostrzegą go i pochłoną wraz z porcją.
— CaÅ‚kiem serio uważam, że należy obejrzeć ten dzban — stwierdziÅ‚em. — W żadnym wypadku nie wolno ci podpalać domu. To wbrew przepisom przeciwpożarowym.
— Max bardzo nalegaÅ‚ — odrzekÅ‚a z niepokojem w gÅ‚osie.
— Wiem, że Max nalegaÅ‚, ale Max jest… no cóż, Maxa już nie ma wÅ›ród nas. Bardzo trudno nalegać na cokolwiek z Restful Lawns.
— MyÅ›lÄ™, że Harry ma racjÄ™, pani Greaves — poparÅ‚a mnie Anna. — Nie może pani pozwolić, aby caÅ‚a ta sytuacja tak paniÄ… przytÅ‚aczaÅ‚a. Może pani mąż miaÅ‚ racjÄ™ i z dzbanem wiąże siÄ™ coÅ› dziwnego. Powinna pani wiedzieć, co to takiego.
— Nie wiem. Po prostu nie wiem, co robić.
— ProszÄ™ zostawić to nam — uspokoiÅ‚a jÄ… Anna. — Wieczorem wejdziemy z Harrym na wieżę i zbadamy ten dzban. JeÅ›li pani chce, zabierzemy go stamtÄ…d i sprzedamy w pani imieniu, prawda, Harry?
— Co? A tak, tak. Uważam, że nie ma sensu przejmować siÄ™ paskudnym, starym garnkiem. Moim zdaniem Max to wszystko sobie wymyÅ›liÅ‚. Może byÅ‚ przepracowany.
— ByÅ‚ na emeryturze — rzuciÅ‚a krótko Marjorie.
— No wÅ‚aÅ›nie — nie dawaÅ‚em za wygranÄ…. — Wielu aktywnych mężczyzn znalazÅ‚szy siÄ™ na emeryturze, czujÄ™ siÄ™ niechcianymi i bezużytecznymi. Może stworzyÅ‚ tÄ™ historiÄ™ z dzbanem, aby zająć siÄ™ czymÅ› ważnym. CierpiaÅ‚ z powodu stresu, to wszystko.
Marjorie była bardzo blada. Otarła usta lnianą serwetką, po czym starannie złożyła ją na stole.
— SÄ…dzÄ™, że powinnam wam o czymÅ› powiedzieć — odezwaÅ‚a siÄ™ po chwili.
— Jasne. Wszystko, co zechcesz. Postaramy siÄ™ zrozumieć.
— Nie wiem, czy to akurat zrozumiecie. Jak na razie, nikomu siÄ™ nie udaÅ‚o. Tylko z powodu doktora Jandsa zachowaÅ‚am wszystko w tajemnicy.
ÅšciÄ…gnÄ…Å‚em brwi.
— Co zachowaÅ‚aÅ› w tajemnicy, Marjorie? Czy coÅ› jest nie w porzÄ…dku?
Marjorie spuściła wzrok. Ze współczuciem wyciągnąłem ku niej rękę poprzez stół. Nie poruszyła się.
— Chodzi o sposób, w jaki umarÅ‚ Max — powiedziaÅ‚a po prostu. — To nie byÅ‚o zbyt piÄ™kne.
Rzuciłem szybkie spojrzenie na Annę, nasze oczy spotkały się. Zamierzałem właśnie coś powiedzieć, lecz Anna uciszyła mnie przykładając palec do ust.
— To byÅ‚o w ostatni czwartek — podjęła Marjorie. — ObudziÅ‚am siÄ™ w Å›rodku nocy i stwierdziÅ‚am, że Maxa nie ma w łóżku. Nie byÅ‚o w tym nic niezwykÅ‚ego, zwÅ‚aszcza w ostatnich latach. CzÄ™sto chodziÅ‚ nocÄ… po domu. LeżaÅ‚am przez chwilÄ™, nasÅ‚uchujÄ…c. ChciaÅ‚am sprawdzić, dokÄ…d poszedÅ‚. Potem poczuÅ‚am pragnienie, wiec wstaÅ‚am i przeszÅ‚am do Å‚azienki, żeby napić siÄ™ wody.
Głos Marjorie stał się tak cichy, że z trudem docierały do mnie jej słowa. Spuściła nisko głowę i niemal nie poruszając wargami, ciągnęła swą opowieść.
— NapeÅ‚niaÅ‚am akurat szklankÄ™, gdy usÅ‚yszaÅ‚am ludzi rozmawiajÄ…cych w kuchni na dole. Tak mi siÄ™ przynajmniej zdawaÅ‚o. CiekawiÅ‚o mnie, kto to byÅ‚. Jeden gÅ‚os należaÅ‚ do Maxa, ale nie mam pojÄ™cia, kim byÅ‚a druga osoba. Teraz myÅ›lÄ™, że byÅ‚a to tylko gra mojej wyobraźni. NapiÅ‚am siÄ™ i wracaÅ‚am do łóżka, kiedy usÅ‚yszaÅ‚am okropny krzyk. Nie potrafiÄ™ powiedzieć, jak bardzo byÅ‚ przerażajÄ…cy. ZostaÅ‚am zupeÅ‚nie sparaliżowana przez strach. Nie mogÅ‚am siÄ™ ruszyć. CiÄ…gle sÅ‚yszaÅ‚am krzyk. TrwaÅ‚o to trzy, cztery minuty, a może nawet dÅ‚użej. W koÅ„cu zeszÅ‚am na dół. Nie wiem, skÄ…d wzięłam na to odwagÄ™, ale zeszÅ‚am. Ten gÅ‚os przypominaÅ‚ mi Maxa, wiÄ™c ogarnÄ…Å‚ mnie lÄ™k, że coÅ› mu siÄ™ staÅ‚o. PrzerwaÅ‚a na chwilÄ™.
— Napij siÄ™ — zaproponowaÅ‚em. — Lepiej siÄ™ poczujesz. PotrzÄ…snęła gÅ‚owÄ….
— Nie wolno mi pić. BojÄ™ siÄ™ upić.
— Daj spokój, Marjorie. MaÅ‚y Å‚yczek nie zrobi ci krzywdy.
Ponownie potrząsnęła głową.
— Przecież wiesz, że to zakazane. Oni na to nie pozwalajÄ….
— Kto nie pozwala? — zapytaÅ‚a Anna. — Co pani ma na myÅ›li?
DotknÄ…Å‚em ramienia Marjorie.